Pieski Apsiki i inne istotne szczegóły – o projektowaniu dla Wysoko Wrażliwych Osób ~ Ewa Kubaszewska

Pamiętasz Pieski Apsiki? Jakieś 15 lat temu pojawiały się na opakowaniach chusteczek higienicznych, a jeśli ktoś miał szczęście, to podczas przeziębienia mógł jeszcze pić ciepłą herbatkę z kubka z wizerunkiem takiego sympatycznego czworonoga. Dla większości odbiorców był to miły obrazek. Dla 15-20% pozostałych, Wysoko Wrażliwych Osób, istotny element produktu.

Na co dzień czytasz tu o doświadczeniach projektantów – o tym, jak radzą sobie z takimi, czy innymi problemami użytkowników. Ja, dla odmiany, chciałabym podzielić się bardzo istotną częścią mojego życia „od drugiej strony lustra”. Nie jestem designerem, jestem odbiorcą. W dodatku odbiorcą wysoko wrażliwym, który zauważa te wszystkie „nieistotne” detale. Jeśli kiedyś zastanawiało Cię, czy ktokolwiek zwraca szczególną uwagę na estetykę projektu lub pomysłowe rozwiązanie drobnej kwestii, to mam dobrą wiadomość: tak, znaczny odsetek użytkowników!

WWO, czyli Wysoko Wrażliwe Osoby, odbierają znacznie więcej bodźców i w sposób intensywniejszy niż ok. 80-85% reszty ludzi. Oznacza to, że w pewnych sytuacjach mogą czuć się przytłoczone nadmiarem informacji, wyłapywanych przez wszystkie zmysły naraz i ochoczo przetwarzanych przez neurony. Osoby takie zazwyczaj łatwo wyczuwają napięcia i emocje w grupie, w której przebywają, źle się czują, gdy ktoś wymaga od nich robienia wielu rzeczy na raz, nie są stałymi bywalcami głośnych, zatłoczonych klubów (a nawet galerii handlowych), nie przepadają za rywalizacją, cenią sztukę. Są sumienne, empatyczne, doceniające, czasem postrzegane jako nieśmiałe1. Być może nie przytoczyłam tu żadnej z Twoich cech, ale podskórnie czujesz, że jesteś wysoko wrażliwy. Może tak być, bo WWO to ktoś, kto – najogólniej rzecz ujmując – „odczuwa świat bardziej, intensywniej”2

Jak ta wiedza przekłada się na projektowanie? Otóż WWO są jednocześnie bardziej i mniej wymagającymi odbiorcami. Bardziej, bo prawdopodobnie zauważą, jeśli coś zostało zrobione po łebkach, w większym stopniu będą im przeszkadzać wady produktu, niejasne instrukcje użytkowania czy zbyt agresywny wizualnie design (np. z naćkanymi jaskrawymi kolorami). Mniej, bo doceniają każdą drobną innowację, która ułatwia życie, przyjemne dla oka koncepcje artystyczne, pomysłowe wykorzystanie produktów codziennego użytku lub ich niecodzienny projekt. Nie jestem pewna, czy wszystkie WWO zapamiętują detale, na które zwracają uwagę. W każdym razie ja przeważnie zapamiętuję, a jeśli coś mi się wyjątkowo spodoba, uwieczniam na zdjęciach i pokazuję znajomym (robiąc jednocześnie dobry PR pocztą pantoflową). Działa to też w drugą stronę – jeśli jakiś aspekt produktu uważam za wybitnie bezsensowny, niepraktyczny bądź bolący w oczy, dzielę się tym zazwyczaj jako zabawną ciekawostką, czasem jednak odradzając kontakt z danym produktem (rzeczą, miejscem itd.). 

Żeby zobrazować to, o czym opowiadam, podzielę się rzeczami, które zauważyłam, doceniłam i które wciąż są w mojej pamięci, nawet jeśli już nikt lub prawie nikt o nich nie pamięta3.

Niecodzienne rzeczy codziennego użytku

Raz na jakiś czas lubię wejść do sklepów z artykułami domowymi (fizycznie lub online) tylko po to, żeby znaleźć coś nietypowego, popatrzeć na to i kupić, jeśli mi się wyjątkowo spodoba lub będzie  potrzebne. Jednak sam fakt obecności na świecie i/lub zdjęcie takiego przedmiotu w telefonie również cieszy. Jakiś czas temu takimi miejscami były Home&You (obecnie dla mnie raczej przeładowane), TK MAXX, małe sklepy typu „wszystko po 5 zł” i pchle targi, w tym momencie najbardziej gustuję w herbaciarniach. Uwielbiam patrzeć na te wszystkie pomysłowe kubki, filiżanki, imbryczki, metalowe pudełeczka i zaparzacze o fikuśnych kształtach. Można je znaleźć zresztą również poza sklepami dedykowanymi – na targu znalazłam ponadstuletnią, przepiękną filiżankę, a w sklepie z pomysłowymi prezentami zaparzacz do herbaty w kształcie potwora z Loch Ness (zdjęcie 1.4). Ciągnąc temat, dodam jeszcze, że ostatnio ujęła mnie jedna z gofro-naleśnikarnio-kawiarni, która obok filiżanki z herbatą podała mi timer odliczający trzy minuty, po upływie których powinnam wyjąć sitko z liśćmi. Dzięki temu miałam poczucie, że lokal nie wciska mi byle czego, zna się na swoim produkcie i chce, bym korzystała z niego w wysokiej jakości. Jednocześnie kelner może skupić się na realizowaniu następnych zamówień, a do tego wrócić dopiero z pytaniem, czy wszystko w porządku. 

Zdjęcie 1. Ceramiczna filiżanka z równie ceramiczną podstawką (udającą miękką poduszkę), z której wesoło wygląda Nessie.

Jako człowiek pióra na co dzień piszę i rysuję właśnie piórem. I wierzcie lub nie, ale rynek artykułów piśmienniczych dość prężnie się rozwija i ma wielu zagorzałych fanów, którym nie jest obojętne, jak wyglądają ich notatki, kalendarze, plannery, bullet journale, sticky notes, zakładki i inne mające związek z papierem przedmioty codziennego użytku. Za tym idą produkty do brush letteringu, kaligrafii, różnego rodzaju kartki czy papeterie. To już nie są czasy, kiedy polska nauczycielka miała jedno proste pióro z czarnym, granatowym lub czerwonym atramentem – dziś może zdobyć taki w kolorze El Dorado lub soku z gumijagód5. Bogatą ofertę piśmienniczą możecie zobaczyć choćby podczas takich wydarzeń, jak Niech Żyje Papier lub Pen Show Poland. 

Zdjęcie 2. Tak ślicznie zaprojektowane pióro z oplatającą je złotą gałązką znalazłam na stoisku pewnego kolekcjonera podczas Pen Show Poland w Katowicach w 2019 r. Moja wyjątkowo mała dłoń nie jest jednak dobra do szacowania wielkości, więc nie kierujcie się proporcjami widocznymi na zdjęciu; to przeciętnych rozmiarów pióro.

Kreatywne wykorzystanie istniejących już przedmiotów i powierzchni użytkowych

Mam tu na myśli głównie ściany zewnętrzne i inne elementy wpisane w topografię miast i wsi. Cieszę się, kiedy widzę różnorakie murale, te szczególnie pomysłowe klasyfikuję jako swoje ulubione i kiedy przejeżdżam koło nich autobusem czy tramwajem, odrywam się od tego, co robię, by na nie popatrzeć. Nie przeszkadzają mi nawet te wprost reklamowe, jeśli są namalowane z gustem. W Warszawie zauważyłam kilka ścian, które chyba zarezerwował Netflix, bo pojawiają się tam murale promujące ich seriale oryginalne (najbardziej wizualnie podeszły mi te nawiązujące do trzeciego sezonu Stranger Things i Wiedźmina – kikimora na ścianie mieszkaniowca jest jednak dość niecodziennym widokiem). Znanym z tego rodzaju sztuki miastem jest też Łódź, ale ona ma w tym miejscu do zaoferowania coś jeszcze. Mieszkająca tam przyjaciółka zwróciła uwagę na niecodzienne obelgi, którymi obrzucają się fani ŁKS i RTS Widzew. Wiele z nich jest niewulgarnych, a często bardzo pomysłowych. Moimi faworytami są „ŁKS myli Reksia z Krecikiem” oraz „RTS myśli, że paraolimpiada to wyścigi lokomotyw”. Kalumnie takie mają na celu ośmieszyć sprawność intelektualną przeciwnika w opinii publicznej, ale w sposób tak mało agresywny, jak to tylko możliwe. I tylko dzięki tej pomysłowości w ogóle uzmysłowiłam sobie istnienie tych klubów.

Pod względem wykorzystania typowej miejskiej infrastruktury spodobał mi się też Wrocław. Wszyscy znają tamtejsze krasnoludki, można nawet kupić mapy z zaznaczonymi na niej figurkami, by żadnej nie pominąć. Od jakiegoś czasu krasnoludki zaczęły pełnić również funkcję marketingową niektórych przedsiębiorstw, na przykład banków (to jedyne racjonalne wytłumaczenie stawiania tycich miedzianych bankomacików obok tych dużych). Mnie ujął Browar Złoty Pies, przed którym czworonóg z sympatycznym maluchem w czapce zapraszają na piwo (zdjęcie 3.). W środku, na ścianie klatki schodowej został wymalowany proces produkcji chmielowego trunku, a każdy z typów piwa nazwany inną rasą psa. 

Zdjęcie 3. 

Wieś i małe miasteczka również stwarzają wiele możliwości. Naocznie doświadczyłam tego w austriackim regionie Pinzgau. Ich drewniane domki ze zdobionymi petuniami balkonami są już niemal ikoniczne. Niektórzy dodatkowo malują jakoś ładnie okiennice. Znalazłam jednak osoby, które poszły o krok dalej w dekoracji swojego podwórka i jego okolic. Przedstawiam Państwu Jego Wysokość Hydrant (zdjęcie 4.)! A lubującym się raczej w surrealizmie prezentuję instalację artystyczną Ochlapana Stara Taczka Służąca Dyni Za Doniczkę, która łączy niezwykłość kompozycji Luisa Buñuela z prostotą nazewnictwa dzieł charakterystyczną dla Salvadora Dalí (zdjęcie 5.).

Zdjęcie 4. Mam nadzieję, że nie wlazłam na czyjeś podwórko, a nawet jeśli, to nie moja wina, że przechodziło przez szlak górski!

Zdjęcie 5. Bardzo liczę, że przedstawione dzieło przetrwało silne gradobicie, które tego wieczoru przeszło przez okolicę i że właściciele nie będą mieli mi za złe zrobienia zdjęcia bez ich świadomości (w dobrym celu!).

Niezwykłą kreatywnością wykazały się też osoby projektujące Promenade Hinterglemm, biegnącą wzdłuż rzeki Saalach. Ubita droga ciągnie się przez jakieś 5-6 kilometrów i jest naprawdę dobrym miejscem na rodzinną wycieczkę. Tak długi spacer sam w sobie mógłby pod koniec nużyć nawet niektórych dorosłych, nie mówiąc o ich mniejszych pociechach. Dlatego na trasie ustawiono 24 punkty pomagające ćwiczyć sprawność ruchową i równowagę6. Naprawdę inspirujące jest jednak wykorzystanie do ich budowy tego, co mogłoby być odpadem w drewutni lub tartaku. Większość sprzętów powstała z różnego rodzaju pieńków, belek, lin i łańcuchów, a w miejscach, w których ktoś mógłby spaść, rozsypano grube wióry, pełniące funkcję amortyzacyjną (zdjęcie 5.). Prostota rozwiązania pozwala skopiować je wszędzie, gdzie kilka gospodarstw się skrzyknie i zbierze w kupę tego rodzaju odpadów (nie od dziś wiadomo, że najlepsze huśtawki na działkach to te ze starych opon). W ten lub podobny sposób (bo nie wiem, kto kierował pracami) Austriacy postawili kilkukilometrowy plac zabaw, który przyciąga nie tylko dzieci, ale i rodziców (chyba, że udają, iż są zbyt dorośli na taką zabawę). 

Zdjęcie 5. Przykład toru przeszkód zrobionego w większości z koślawych belek i kawałków łańcuchów. Tu bez wiórów na dole, bo nie ma niebezpieczeństwa upadku. Wytarta ziemia świadczy o częstym użytkowaniu lub wykorzystaniu naturalnej ścieżki, ale wolę wierzyć, że rozwiązanie cieszy się zainteresowaniem wśród spacerowiczów. Więcej zdjęć można znaleźć tu: https://www.saalbach.com/en/service/infrastructure/motor-skills-path-saalbach_a_1636.

Proludzkie komunikaty systemowe

Pamiętam, że kiedyś w pracy wyskoczył mi komunikat „404. Sorry. Page not found”. Mając dostęp do CMS, korciło mnie, żeby dopisać „But have a nice day anyway :)”. Nie byłam na tyle szalona, ale może czyta to ktoś, kto jest, więc zachęcam7. W świecie cyfrowym zetknęłam się jednak z tego typu miłymi komunikatami, a jako WWO je zauważyłam, doceniłam (jednemu administratorowi nawet odpisałam z wyrazami uznania) i zrobiłam screeny, bo nie przestaję być wysoko wrażliwa po wejściu do Sieci. Żałuję, że powitania od Slacka znikały zbyt szybko, by je uwiecznić, zapewniam jednak, że zawierały fajne tipy na użytkowanie lub życzenia miłego dnia, co w poniedziałek rano działało wręcz jak tycia kawka. Nieco mniej płochliwe są za to WordPress, Google i moja skrzynka pocztowa. Możecie (i prawdopodobnie będziecie) się ze mnie śmiać, ale dopiero niedawno sobie uświadomiłam, że to, co brałam za dowcip programistów z miłymi komunikatami (screeny 1. i 2.) jest w rzeczywistości zupełnie nieużyteczną wtyczką Hello Dolly, którą wiele osób usuwa, bo zaśmieca interfejs8. Wersy piosenki, której najsłynniejszym wykonawcą jest Louis Armstrong, pojawiające się w prawym górnym rogu panelu uważam za miły dodatek, poszerzający moją wiedzę muzyczną. To jakby dodać nowy kolor do designu WordPressa. 

Screen 1.
Screen 2.

W podobnym miejscu swoje trzy grosze wtrącił Google. Jeśli nie jesteście zalogowani na ich koncie, a macie otwarty plik na dysku (np. po linku od koleżanki z zespołu), prawdopodobnie innym osobom, które również z niego korzystają, wyświetlicie się jako anonimowe zwierzątka. Jest to komunikat, że poza Wami do danych treści mają dostęp inne osoby o nieznanych personaliach. Oczywiście, projektanci mogli w tym miejscu dodać „Anonymous 1”, „Anonymous 2” etc., ale ile by w tym było zabawy? Podejrzewam, że dział kreatywny Google też urozmaicił sobie pracę, szukając stworzeń wymarłych lub wątpliwie egzystujących kiedykolwiek, bo poza królikiem czy owcą, możesz zostać zidentyfikowany jako dinozaur lub chupacabra.

Jakiś czas temu mój uśmiech skradł też mail potwierdzający zamówienie z GodsToys. Charakter sklepu jest raczej rozrywkowy, toteż pozytywna w przekazie zwrotka nie odbiega charakterem od towaru (screen 3.). Tylu uśmiechów chyba nawet ja nie wstawiłam nigdy w wiadomości. Niektórzy mogliby uznać taką formę komunikatu za zbytnie spoufalanie się, dla mnie była raczej miłym akcentem w ciągu dnia. Na tyle miłym, że nadal o nim pamiętam, a z Nessie-zaparzaczki od nich korzystam od lipca. 

Screen 3.

Czy można projektować bez zwracania uwagi na te wszystkie detale? Jasne, że tak. Większość osób się nawet nie zorientuje, że coś jest nie w porządku albo można było wymyślić lepiej. Jeśli jednak decydujemy się na UX włączający, który ma odpowiadać na potrzeby interesariuszy, np. osób z niepełnosprawnościami, to czemu nie pomyśleć też o Wysoko Wrażliwym Odbiorcy? Jemu naprawdę nie trzeba dużo, a doceni każdy (lub prawie każdy) akt Waszej kreatywności. Pamiętajcie, że detal to bodziec, w produkcie skierowanym szczególnie do WWO nie może być ich zbyt dużo, powinny zostać za to dobrze przemyślane. Prawdopodobnie w Waszych zespołach są takie osoby, bo statystycznie często angażują się one zawodowo w pomoc innym i działania kreatywne. Porozglądajcie się, popytajcie, poproście o informację zwrotną, zróbcie takie wewnętrzne design safari, a jestem pewna, że Wasz produkt, czymkolwiek by on nie był, zyska na wartości. A jeśli niespecjalnie przekonuje Was to całe WWO, to cóż, tak czy inaczej lepiej mieć dopracowany produkt, bo zawsze znajdzie się osoba, która widzi podwójne spacje. 

Inspiracje:

  • Elaine N. Aron, Wysoko wrażliwi, wyd. I, Łódź 2019.
  • B. Bryson, W domu, Poznań 2013 (generalnie polecam wszystkie książki autora, ale nie obiecuję, że współpasażerowie zrozumieją niekontrolowane wybuchy śmiechu, jeśli będziecie czytać w metrze)
  • Spektakl Saturn i Mel, czyli człowiek, który chciał być rzeczą Klubu Komediowego; z przymrużeniem oka pokazane możliwe sposoby traktowania rzeczy codziennego użytku, fragmenty są na YouTube. 

Ewa Kubaszewska – skończyła studia I stopnia dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UKSW, gdzie kontynuuje edukację na II stopniu filologii polskiej. Ma dwudziestoczteroletnie doświadczenie w byciu Wysoko Wrażliwą Osobą, choć dopiero niedawno się zorientowała, że to ma nazwę. Dotychczas publikowała tak niewiele i w tylu miejscach, że warto tu wspomnieć o jednym – prowadzi fanpage Swan Graphics na Facebooku (https://www.facebook.com/swan1.graphics/), gdzie się uzewnętrznia, bo może.

Ewa Kubaszewska
  1. Więcej na ten temat można przeczytać w książce Elaine N. Aron Wysoko wrażliwi, na której (razem z własnym doświadczeniem) opieram charakterystykę Wysoko Wrażliwych Osób. []
  2. Jeśli nadal nie jesteście pewni, czy jesteście WWO, zachęcam do zajrzenia na stronę https://hsperson.com/, gdzie dowiecie się więcej o dr Elaine N. Aron i wysokiej wrażliwości, a nawet prowizorycznie zbadać się pod tym kątem, wypełniając krótki test. []
  3. Pytałam moją stryjeczną siostrę, czy przypomina sobie biały kubek z niebieskim Pieskiem Apsikiem, bo jestem pewna, że go miała. Liczyłam na zdjęcie, żeby Wam pokazać, ale że to było 15 lat temu, siostra mnie wyśmiała, więc musiałam zadowolić się jej potwierdzeniem, że „no, było coś takiego”. Nie mogę znaleźć w Internecie żadnych zdjęć, więc uwierzcie mi na słowo. []
  4. Jestem autorką wszystkich zamieszczonych w artykule zdjęć. Zrobiłam je telefonem lub, w najlepszym razie, starą cyfrówką, więc przepraszam za wątpliwą miejscami rozdzielczość. []
  5. Atramenty o takich nazwach (i kolorach) istnieją naprawdę. Produkuje je polska manufaktura KWZ Ink, polecam.
    []
  6.  [b.a.], Motor skills patch Saalbach, https://www.saalbach.com/en/service/infrastructure/motor-skills-path-saalbach_a_1636 (dostęp: 16.03.2020 r.). Więcej zdjęć można znaleźć tu: https://www.saalbach.com/en/service/infrastructure/motor-skills-path-saalbach_a_1636. []
  7.  Póki co moim faworytem w pocieszaniu z powodu braku dostępu do Sieci jest Chrome. Jeśli próbujesz mobilnie skorzystać z tej przeglądarki bez Internetu, obok komunikatu wyświetli się pikselowy dinozaur. Po kliknięciu w niego uruchomi się bardzo prosta i jeszcze bardziej wciągająca gra w typie tych, które mieliście na komórkach 10 lat temu. []
  8. Editorial Staff, What is the Hello Dolly WordPress Plugin? Should You Delete it?, https://www.wpbeginner.com/plugins/what-is-the-hello-dolly-wordpress-plugin-should-you-delete-it/ (dostęp: 16.03.2020 r.). []
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *