Rzemieślnicy przetarli nam szlaki ~ Z Agą Naplochą z The Awwwesomes rozmawia Matylda Małecka

Rozmowa o konferencji Elementarz UX, reagowaniu na zmiany, potrzebach introwertyków i związkach UX z rzemiosłem.

Matylda Małecka: Spotkałyśmy się, żeby porozmawiać o nadchodzącym wydarzeniu Elementarz UX, które współorganizujesz. Do kogo jest skierowane?

Aga Naplocha: Elementarz UX jest wydarzeniem online, które organizuję jako The Awwwesomes wspólnie z dziewczynami z Element Talks – Pauliną Kacprzak, Olgą Rafalską, Karolą Kowalską. Wstępnie planowałyśmy konferencję stacjonarną, poświęconą UXowi, jako drugą edycję Element UX Talks. Miała się odbyć w maju 2020 w Warszawie. Pierwsza konferencja była w Poznaniu w 2018 roku. Z uwagi na pandemię musiałyśmy przełożyć wydarzenie z maja na jesień. Później pojawiło się zagrożenie kolejnym lockdownem, więc zdecydowałyśmy, żeby przenieść wydarzenie do świata online. Elementarz UX kierujemy do dwóch person. Pierwsza to osoba, która czuje, że UX może być jej nowym zawodem i obszarem zainteresowań. Dużo osób szuka teraz zawodu elastycznego, który pozwoli lepiej się odnaleźć w czasie zmian. Tę ścieżkę nazwałyśmy „Przebranżowienie”. Druga persona to ktoś, kto ma zawód, w którym dobrze się czuje, ale chciałby poszerzyć swoje kompetencje i dodać dodatkową perspektywę do swoich działań. Myślałyśmy o projektantach graficznych, którzy chcieliby przejść od grafiki warsztatowej do świata digitalowego i lepiej argumentować swoje decyzje w kontakcie z klientem przez zastosowanie wiedzy na temat użyteczności i facylitacji warsztatów. Poza projektantami graficznymi zainteresowane tą ścieżką mogą być osoby pracujące w marketingu lub wykształceni badacze – socjolodzy i antropolodzy. To propozycja dla tych, którzy chcą zaciekawić klienta, usystematyzować swoją pracę, poznać potrzeby swoich użytkowników lub użytkowników klienta.

Matylda Małecka: Czy w przypadku tej pierwszej ścieżki mówimy o osobach, które nie miały w swojej pracy do czynienia z badaniem potrzeb użytkowników/klientów?

Aga Naplocha: Tak. Chciałyśmy, żeby osoby początkujące mogły zapoznać się z różnymi obszarami UX, przekonać się, że wbrew stereotypowi to nie tylko projektowanie makiet, a cały wachlarz możliwości. Mamy w naszym wydarzeniu prezentacje o strategii, o badaniach, o procesie projektowym. Nie trzeba być „makieciarzem”, żeby w UX działać. Pokażemy osobom, które nie pracowały wcześniej w branży IT, jak się w tym środowisku odnaleźć. Mamy w programie prezentację Wojtka Kutyły, który opowie o tym, jak warto podejść do nauki User Experience, jakie są dobre drogi, jak robić to skutecznie i się nie zniechęcić zbyt szybko. Nasi prelegenci będą zwracać uwagę na tłumaczenie wszystkich zagadnień w bardzo przystępny sposób, chcemy uniknąć żargonu i skrótów myślowych. Zakładamy, że nasz uczestnik to osoba, która może nie wiedzieć, co znaczy Lean UX, czym jest Slack albo Figma. Zależy nam na tym, żeby wszystkie pojęcia krótko wyjaśnić, tak żeby każdy czuł się komfortowo. Wierzymy, że da się połączyć misję wprowadzenia do UX z przedstawieniem poszczególnych UX-owych obszarów, tak, by uczestnik mógł po naszym wydarzeniu zdecydować, czy jest to droga dla niego.

Matylda Małecka: Czy w takim razie Elementarz UX będzie odpowiednim wydarzeniem dla osób, które już trochę o UX wiedzą i od jakiegoś czasu są w procesie przebranżowienia?

Aga Naplocha: Odpowiem jak typowy UXowiec, czyli – to zależy. Osoba, która już zaczęła swoją przygodę z UX, może zajrzeć do programu Elementarza UX i sprawdzić, czy są tam tematy, których jeszcze nie zna. Ja sama pracuję w branży już kilka dobrych lat, a nie mogę się doczekać dużej dawki nowej wiedzy. Nie chciałabym przekonywać, że każdy coś dla siebie znajdzie w naszym programie, bo to zależy od poziomu zaawansowania i praktyki. Na pewno jednak ciekawym doświadczeniem i atrakcją dla osób już działających w UX będą prace domowe, przygotowane przez naszych prelegentów dla uczestników. Dadzą one możliwość zastosowania teorii w praktyce przy wykonaniu nietypowego zadań. Jestem w kontakcie z prelegentami i wiem, że jedno z zadań wychodzi poza ramy projektowania doświadczenia cyfrowego. Będzie to więc okazja na przetestowanie czegoś nowego, zmiany perspektywy, rozwoju kreatywności, działania „out of the box”.

Matylda Małecka: Rozumiem, że taka praca domowa może być case’em do portfolio dla osób, które już jakiś czas pracują i potrzebują odświeżenia?

Aga Naplocha: Tak, zdecydowanie. Zależało nam na tym, żeby skończyć z takim biernym modelem nauki, w którym słucha się wykładów, a potem nie ma okazji zastosować tej wiedzy w praktyce. Odchodzimy od schematu: „Siedzę i słucham” w stronę „Siedzę, słucham, przetwarzam i produkuję”. Chcemy, żeby uczestnicy stali się podczas konferencji aktywnymi twórcami, którzy na koniec będą mieli zeszyt ze szkicami i pomysłami na dalsze działania. Kiedy prowadzę warsztaty z kodowania, to zawsze mówię, że kod musi „przejść przez palce”. To jest właśnie to – wiedza najlepiej się utrwala, kiedy samodzielnie coś napiszemy lub narysujemy. Prace domowe są też doskonałą okazją do zbudowania portfolio dla osób początkujących. Dla takich osób będziemy mieć też warsztaty z tworzenia portfolio, które poprowadzi Agnieszka Zwolińska. Naszym celem było zapewnienie kompleksowego rozwiązania dla przygotowujących portfolio.

Matylda Małecka: Przyjrzyjmy się strukturze Elementarza UX. Planujecie 4 moduły – prezentacje, warsztaty, prace domowe i konsultacje.

Aga Naplocha: Oprócz dłuższych, około 45-minutowych wykładów mamy w programie Lighting Talks, czyli krótkie prezentacje, których celem jest zainspirowanie, zagajenie pewnego tematu. Nasi uczestnicy będą mieć dostęp do wszystkich wystąpień przez pół roku. Każdy z prelegentów będzie dostępny danego dnia na Slacku, gdzie można skontaktować się, zadać pytanie lub porozmawiać. Kanały w komunikatorze będą dostępne dla uczestników bezterminowo. Warsztaty będą się działy na żywo, popołudniami, o 18.00, każdego dnia konferencji. Z każdego uczestnicy otrzymają też nagranie. Tydzień po konferencji, w sobotę, 4 lipca 2020 roku odbędą się konsultacje z mentorami.
Jak już wspomniałam, w programie są też prace domowe. Na ich wykonanie uczestnicy będą mieć 2 tygodnie, po czym prelegenci wybiorą kilka prac i na platformie odbędzie się ich omówienie. Dzięki temu uczestnicy przekonają się, że problemy można rozwiązywać w różny sposób, nie ma jednego klucza i jednej właściwej ścieżki, którą można podążać w UX.

Matylda Małecka: Wydarzenie skierowane do adeptów UXa będzie różnić się znacząco od pierwszej konferencji Element UX Talks, w której miałam przyjemność brać udział. Czy możesz opowiedzieć o tych różnicach?

Aga Naplocha: Wcześniej organizowałyśmy wydarzenie stacjonarne, teraz stworzyłyśmy wydarzenie, które będzie odbywać się w pełni online, co wymusiła pandemia. Sytuacja pokazała, że musimy się przyzwyczajać do działań online i trzeba być gotowym na zmiany (agile czegoś nas uczy). Dla mnie to jest bardzo ekscytujące, że robię konferencję online – to pewnego rodzaju wyzwanie. Wzięłam udział w kilku wydarzeniach online, żeby zobaczyć, jaka jest ich specyfika, co mi przeszkadza, co mi odpowiada. Starałyśmy się tak zaplanować Elementarz UX, żeby był jak najbardziej przyjemnym doświadczeniem dla naszych użytkowników. Merytoryka, którą prezentuje nasza konferencja jest bardzo ważna, ale chcemy zadbać też o rzeczy dookoła, by uczestnicy mieli jak najlepsze doświadczenia. Zastanawiałyśmy się nad tym, czy ludzie będą oglądać materiały od razu, czy będą robić przerwy, czy możemy zaplanować jakieś interakcje między prelegentami a uczestnikami, a nawet między samymi uczestnikami. Wymagało to od nas wyłączenia myślenia, że transformujemy konferencję stacjonarną do świata online, tylko robimy coś nowego. Kiedy organizuje się wydarzenie online, trzeba myśleć innymi kategoriami. Myślę, że są zarówno entuzjaści wydarzeń stacjonarnych, jak i wydarzeń online. Zwolennicy wydarzeń online koncentrują się na zdobywaniu wiedzy i nowych informacji, a networking nie jest dla nich aż tak ważny. Dla niektórych wydarzenia online są wybawieniem, bo nie muszą wychodzić z domu i spotykać dużej grupy ludzi. Z kolei zwolennicy wydarzeń stacjonarnych to osoby, które bardzo potrzebują kontaktu międzyludzkiego. Przy Elementarzu UX chciałyśmy trochę sytuację wyważyć i zaproponować uczestnikom interakcje, pomimo tego, że nie widzimy się na żywo.

Matylda Małecka: Czyli możemy stwierdzić, że przygotowanie Elementarza UX było dla ciebie i pozostałych organizatorek z Element Talks de facto projektowaniem interakcji?

Aga Naplocha: Tak! Wyszłyśmy z założenia, że zaczynamy z czystą kartką. Musiałyśmy podjąć decyzję, że poświęciłyśmy dużo pracy na planowanie i organizację Element UX Talks, które miało odbyć się w maju, ale teraz musimy stworzyć coś nowego. Gdybyśmy nie odłożyły tamtych założeń na bok, ciągle frustrowałybyśmy się, że nie możemy zrealizować niektórych planowanych działań, np. nie zrobimy gier dla uczestników, a otoczka networkingowa będzie wyglądała inaczej. Musiałyśmy podejść do tego zadania projektowo – zapisać sobie założenia i ograniczenie, co jesteśmy w stanie zrobić, czego nie, co jest dla nas priorytetem.

Matylda Małecka: Jaki macie sposób na uniknięcie przeładowania bodźcami i informacjami oraz FOMO u uczestników?

Aga Naplocha: Każdego dnia publikujemy 3 prezentacje i przez następne 3 dni ich autorzy będą mieć „dyżury” na Slacku. Jednak nie trzeba ich oglądać od razu, uczestnicy będą mieć do nich dostęp przez następne pół roku. Można sobie temat przemyśleć i zadać pytania prelegentom po pewnym czasie, a nie w trakcie webinaru. Można sobie zrobić przerwę na herbatę albo 3 razy obejrzeć ten sam wykład. Nawet warsztaty będą nagrywane, więc osoba, która danego dnia o 18.00 nie może wziąć w nich udziału, straci wyłącznie ich część interaktywną. Chciałyśmy odejść od mediów społecznościowych, żeby ograniczyć ilość „przeszkadzaczy” i przeniosłyśmy całość komunikacji na Slacka.

Matylda Małecka: Paradoksalnie może się okazać, że w ten sposób uczestnicy będą mieć większy dostęp do prelegentów niż podczas konferencji na żywo.

Aga Naplocha: Może tak być. To jest też świetne rozwiązanie dla introwertyków, osób, które się wstydzą publicznie zadać pytanie lub trudność sprawia im łapanie prelegentów w biegu gdzieś na korytarzu.

Matylda Małecka: Czy przyjazne dla introwertyków będą też prace domowe? Będą to projekty grupowe czy prace indywidualne?

Aga Naplocha: Prace domowe będą pracami indywidualnymi. Każdy prelegent opracowuje zadania w ramach swojego tematu, niektóre będą bardziej techniczne, niektóre bardziej filozoficzne. Oczywiście można wymieniać się pomysłami na Slacku, ale pracuje się indywidualnie. Uczestnicy będą mogli wysłać nam gotowe prace domowe do stworzonego przez nas repozytorium, z którego będą korzystać prelegenci przy pracy nad omówieniem zadań. Zadania są stricte związane z tematami prezentacji i mogą stanowić zaczątek jakiegoś pomysłu do rozwinięcia w pracy własnej (a później w portfolio). Będą różne możliwości.

Matylda Małecka: Wspomniałaś, że materiały z Elementarza UX będą dostępne przez 6 miesięcy na platformie e-learningowej. Czy zamierzacie rozwijać ten kierunek edukacyjny? Jak on współgra z Twoimi działaniami w ramach The Awwwesomes?

Aga Naplocha: To nie jest platforma, którą zbudowałyśmy od zera, tylko skorzystałyśmy z gotowego rozwiązania e-learningowego, jakim jest WebToLearn. Wrzucamy tam nasz kontent, ale nie projektowałyśmy zasad funkcjonowania tej platformy i nie możemy jej rozbudowywać. Na co dzień jako The Awwwesomes prowadzę dużo warsztatów na żywo, ale ostatnio przeprowadziłam moje stacjonarne warsztaty w formie webinarów i było to niezwykle ciekawe doświadczenie. Bardzo się obawiałam, czy te warsztaty będą wartościowe dla uczestników. Jak się okazało – niesłusznie. Zazwyczaj w czasie tych warsztatów staram się wszystko zaprezentować w jeden dzień, żeby uczestnicy z innych miast nie musieli sobie organizować noclegu w Warszawie. Przy warsztatach online okazało się, że mogę podzielić materiał na mniejsze części, na kilka webinarów i uczestnicy mają czas pomiędzy zajęciami, żeby sobie daną część przetrawić i przemyśleć. Uważam, że to jest bardzo fajny aspekt online’owych warsztatów. Minusem jest to, że tracimy tę część networkingową i doświadczenie bycia w grupie, dzielenia się tym, co nam wychodzi, co nam nie wychodzi. Nie ma energii, którą mają wydarzenia na żywo.

Matylda Małecka: Czy w przyszłości planujecie stworzyć dwa osobne wydarzenia – jedno dla początkujących w formie platformy edukacyjnej i drugie dla branży UX-owej?

Aga Naplocha: Na pewno, jeśli sprawa wirusowa dojdzie do finału, chciałybyśmy zorganizować konferencję na żywo. W lipcu zrobimy podsumowanie i zadecydujemy co dalej.

Matylda Małecka: Na koniec chciałabym, żebyś opowiedziała więcej o Panu Kazimierzu Łomży, który tak wspaniale promuje Elementarz UX. Dlaczego zdecydowałyście się na podkreślenie związków UX z rzemiosłem?

Pan Kazimierz Łomża

Aga Naplocha: Chciałyśmy pokazać, że wbrew pozorom UX towarzyszy nam od wiele lat, nie jest wyłącznie związany z branżą IT. Okazuje się, że rzemieślnicy mają projektowanie doświadczeń użytkowników w małym paluszku. Nasi bohaterowie korzystają z pewnych zasad i – można powiedzieć – prawd życiowych, które się u nich sprawdzają od kilkudziesięciu lat. Mają wielu klientów, bo dobrze zaprojektowali swoje usługi i doświadczenia. Chciałyśmy pokazać, że można mówić o UX, używając zwykłego codziennego języka, bo nasze wydarzenie jest otwarte dla każdego. Nie mogłyśmy też oprzeć się przedstawieniu naszym uczestnikom Pana Kazimierza, Pani Teresy, Pana Ryszarda i Pana Tadeusza. Pan Kazimierz mówi, że liczy się pasja, Pani Teresa – że trzeba lubić rozmawiać z ludźmi. To wszystko łączy się z pracą UXa. UX to upraszczanie i mądrzejsze rozwiązywanie problemów, kwestia wyboru narzędzia jest drugorzędna. Rzemieślnicy przetarli nam szlaki w projektowaniu usług i doświadczeń użytkownika, nawet jeśli nie są tego do końca świadomi.


Aga Naplocha – Moją pasją jest praca na styku programowania i projektowania. Prowadzę kursy i szkolenia z kodowania pod szyldem The Awwwesomes. Organizuję konferencję Element UX Talks, która w pełni poświęcona jest zagadnieniom User Experience – od badań po projektowanie.

Aga Naplocha

Matylda Małecka – copywriterka i redaktorka w zespole „UX Magazynu”. Bada, pisze, projektuje. Była doktorantka antropologii, nadal zafascynowana nowym rodzajem doświadczeń, jakie mają ludzie z technologią oraz metodami kokreacji. Człowiek orkiestra – łączy wrażliwość świata kultury z empatią świata projektantów oraz efektywnością branży mediowej.

Matylda Małecka

O studiach UX i wielu innych. Wywiad z Kordianem Klechą na UX Poland

Konferencja UX Poland odbyła się w październiku i już we wtorek przeczytacie naszą relację z tego wydarzenia. Tymczasem mamy coś specjalnego. Podczas prelekcji poprosiliśmy dwóch prelegentów – Łukasza i Kordiana Klechę o odpowiedzenie na parę pytań odnośnie projektowania, przyszłości i codziennej pracy.

Kordian Klecha jest kierownikiem merytorycznym kierunku „User Experience. Psychologia projektowania” na SWPS w Sopocie. Już od 20 lat projektuje produkty cyfrowe. W wywiadzie opowiada na temat

Wywiady z prelegentami przeprowadził Sebastian Jagła z redakcji magazynu.

Audiodeskrypcja

Od algorytmów i struktur danych, którymi zajmowałeś się na uniwersytecie trochę daleko do projektowania. Czy była to taka organiczna zmiana?

Ja przede wszystkim w którymś momencie poczułem, że praca w charakterze developera nie daje realnych możliwości wpływu na końcowy kształt produktu. A miałem także bardzo silne poczucie, że bez takiego wpływu na końcowy kształt produktu właściwie nie ma szansy na stworzenie produktu dobrego, tzn. takiego, który byłby rozpoznawalny przez ludzi jako dobry, użyteczny, funkcjonalny. Więc gdy tylko pojawiły się informacje o tym, że zaczyna krystalizować się jakaś dziedzina, która tym zajmowałaby się to ja zacząłem interesować się nią, a potem bardzo płynnie rozwijając te umiejętności, zostawiłem za sobą całą karierę developera i rozpocząłem zupełnie nową projektanta. Było to kilkanaście lat temu, w tej chwili już bardziej niż projektantem jestem chyba konsultantem albo człowiekiem, który optymalizuje procesy biznesowe i procesy wytwórcze oprogramowania w organizacjach. Wciąż jednak, jak tylko jest okazja, żeby coś zaprojektować to nie odmawiam sobie. 

A czujesz, że ta wiedza z projektowania i wcześniej jeszcze z programowania, teraz Ci się przydaje w tym konsultowaniu?

Myślę, że to w ogóle jest bardzo istotne, bo o ile trudniej muszą mieć Ci wszyscy pozbawieni backgroundu technicznego, ponieważ w realnym świecie znaczna część problemów, które musimy rozwiązywać to są po prostu problemy związane z komunikacją, w tym z zespołem developerskim. I tam pewna taka – może nie wiedza, ale – perspektywa związana z doświadczeniem własnym, pozwala diametralnie inaczej rozumieć pewne zależności, które np. wpływają na chęć lub niechęć zespołu developerskiego do wprowadzania takiej lub innej zmiany. A z drugiej strony, kiedy funkcjonuje jako projektant to jest mi znacznie łatwiej podejmować szybko decyzje dotyczące jakiś konkretnych rozwiązań, wiedząc po prostu np. co jesteśmy w stanie łatwo wyciągnąć z danych a co nie lub większym kosztem. 

Czyli jednak wiedza techniczna  u projektanta to…

Tzn. myślę, że to też zależy od profilu, bo potrafię sobie wyobrazić, że można być projektantem, który świetnie wywiązuje się ze swoich zadań w bardziej miękkich sferach, czy operując na bardziej miękkich poziomach, ale w mojej pracy faktycznie wiedza techniczna okazuje się być bardzo istotna. 

A czy od momentu, gdy branża zaczęła się bardziej krystalizować i do niej wszedłeś, czujesz, że nastąpiła duża zmiana tego, czego wymaga się od projektantów?

To jest trudne pytanie, bo chciałoby się na nie odpowiedzieć, że „tak, oczywiście”, ale kiedy robię taki błyskawiczny rachunek sumienia, tak to nazwijmy, to wydaje mi się, że  w dużej mierze jest to – na wyższym poziomie zrozumienia – zaspokajanie tej samej potrzeby i mimo wszystko dosyć podobnymi narzędziami. Jeżeli mówimy o samym projektowaniu to koniec końców to jest wytworzenie jakiegoś nieklikalnego czy makietowego prototypu produktu, który jest zwalidowany pod kątem jego jakości użytkowej. I to w ciągu ostatnich 10 lat w zasadzie w ogóle nie uległo zmianie. Wszystko dookoła się zmieniło, zmieniła się struktura, zmienił się poziom, na którym rozwiązujemy problemy, ale wydaje mi się, że te wymagania corowe pozostają te same. 

Okej, to teraz łatwiejsze pytanie: ze świadomością firm dot. potrzeb projektowania jest lepiej?

I tu znowu chciałoby się powiedzieć, że „tak, oczywiście”, ale wcale nie jestem tego taki do końca pewien. Tzn. na pewno jest lepiej, na pewno te co najmniej 10 lat rozwoju branży w Polsce spowodowało gigantyczne przesunięcie świadomościowe także wśród reprezentantów biznesu. Natomiast nawet w prezentacjach, które oglądaliśmy wczoraj i które oglądamy dzisiaj, mówią nam, że nadal projektanci UX borykają się z taką ścianą czy poczuciem niezrozumienia swoich dobrych intencji przez biznes i to nawet w organizacjach, które ich zapraszają i w nich inwestują, tzn. że nadal taka praca związana z poszerzaniem świadomości biznesu musi być wykonywana.

Jesteś też koordynatorem merytorycznym na studiach podyplomowych projektowania doświadczeń na SWPS-ie w Sopocie. Czy mógłbyś nam powiedzieć jak wygląda w ogóle proces tworzenia takiego kierunku, bo w Polsce one dopiero powstają tak naprawdę. Tzn. w Sopocie ten kierunek istnieje od 5 lat, jeśli się nie mylę, ale to pewnie przypominało jajko a kurę. Skąd wziąć ekspertów, którzy na tyle się znają, żeby uczyć kolejnych ekspertów?

My chyba byliśmy drugim takim kierunkiem w Polsce zaraz po warszawskim i rzeczywiście sam początek był niesłychanie trudny. Nie wiem, czy zdecydowałbym się na to jeszcze raz, wiedząc o tym jak potężną pracę trzeba wykonać, żeby doprowadzić to do założonego celu. Ja strasznie chciałem razem z Radkiem stworzyć taki kierunek, który będzie naprawdę kompleksowy, jeśli chodzi o przygotowanie do zawodu, tzn. który będzie dawał szeroką perspektywę, łączącą twarde umiejętności zawodowe z psychologią, ale także który będzie wprowadzał do realnego świata biznesu, w którym musisz operować doskonale umiejętnościami budowania klimatu do pracy grupowej albo komunikacji z innymi. No i wreszcie chcieliśmy także, aby nasi absolwenci naprawdę rozumieli taki kontekst, w którym funkcjonują produkty i żeby ich projekty dyplomowe były realizowane od razu w praktycznym realnym środowisku –  żeby to było rozwiązywanie realnych problemów, nawet jeżeli te realne problemy często nie są tak sexy jak mogłoby się wydawać, ponieważ kręcimy konkretne problemy i jako projektanci nie możemy wybrzydzać. Pamiętam, że pierwsza edycja kosztowała mnie łącznie chyba ok 1000 godzin pracy, prowadziliśmy ją wtedy z Adrianem Dampcem i z Adamem w zasadzie we trzech, a każdy z nas wziął na siebie jakąś część tego procesu. Studia trwały 3 semestry. Natomiast już 2 edycja była gwałtowną zmianą tej formuły, zaprosiłem do współpracy znacznie większą liczbę specjalistów i też skróciliśmy studia do jednego roku. W tej chwili wydaje mi się, że mamy naprawdę naprawdę bardzo mocny program, bardzo dobrze realizowany przez grono ludzi z ogromnym doświadczeniem, w dodatku ludzi, którzy naprawdę chcą przekazywać swoją wiedzę innym. Z czystym sumieniem i patrząc prosto w oko kamery, mogę powiedzieć, że sam chętnie wziąłbym udział w tych studiach jako słuchacz, bo wiem, że są wśród wykładowców ludzie, którzy mają doświadczenia, których ja po prostu nie miałem okazji zdobyć. 

Czyli już coraz lepiej krystalizuje się nie tylko materiał, ale i sami prowadzący?

Tak, postawiliśmy na szeroką kadrę, w której cześć prowadzących prowadzi większe bloki główne, jak analityka, wprowadzenie do projektowania, rdzeń procesu projektowego. Natomiast bardzo jest też wiele osób, które prowadzą dosłownie jeden 4-godzinny blok zajęć. Dzięki temu mamy w tej chwili chyba ok 250 godzin naprawdę zróżnicowanych tematycznie i też na bieżąco to monitorujemy, więc wiem, że satysfakcja uczestników z zajęć jest bardzo wysoka. Muszę powiedzieć, że po tych wszystkich latach jestem naprawdę dumny z tego, jak udało się nam wszystkim dobry produkt czy program kształcenia wypracować i jaki udaje się nam realizować. 

A czy widzisz kierunek, w którym zmierza edukacja projektowania? Właśnie w takich studiach podyplomowych czy może w tradycyjnych studiach licencjackich i magisterskich czy może to w ogóle przyszłość bootcampu? 

Znowu uważam, że to bardzo dobre pytanie i to pod takim względem, że trudno na nie odpowiedzieć. Przyglądałem się temu rynkowi z racji prowadzenia naszych studiów i wydaje mi się, że ta sytuacja jest w miarę ustabilizowana, tzn. mamy w zasadzie oferty bootcampowe różnego rodzaju, przeznaczone dla ludzi, którzy dysponując niewielkim stosunkowo budżetem, chcą jednocześnie w bardzo krótkim czasie zdobyć jakieś umiejętności, ale także – powiedzmy sobie od razu – spędzić czas w takiej atmosferze pracy nad problemami projektowymi, co jest wartością samą w sobie. Te studia, które my realizujemy i wszystkie inne studia podyplomowe to są raczej już takie pakiety w ponad 100 godzin edukacyjnych, znacznie szersze programy i moim zdaniem taki 10-miesięczny kurs w formule studiów podyplomowych, jest takim minimum, które może naprawdę kompleksowo wprowadzić, dlatego, że nie da się fizycznie pewnych rzeczy zrealizować ze zrozumieniem, nie tylko przekazując wiedzę ze slajdów, ale także pozwalając ludziom przećwiczyć ją samodzielnie, w krótszym czasie. Nad studiami o większym rozmiarze zastanawiałem się wielokrotnie. Natomiast mam poczucie, że rynek w Polsce jeszcze do tego do końca nie dojrzał, tzn. że wciąż jeszcze wystarczające jest przy wysokim poziomie, bo rozumiem, że studia podyplomowe w ogóle – mówię tutaj o wszystkich, które są w Polsce realizowane – stoją na wysokim poziomie. Wydaje mi się, że one w ogóle zaspokajają tę potrzebę. Nie bardzo też wiadomo, co więcej można by przekazać na studiach pełnowymiarowych, chyba że miałaby to być jakaś psychologia z jakąś specjalnością, co z kolei znowu byłoby takim znowu chodzeniem na kompromisy. Krótko mówiąc wydaje mi się, że ta formuła studia podyplomowe dla osób, które mają większy budżet i poważnie myślą o rozpoczęciu zawodu oraz oferta bootcampowa dla osób, które chcą szybko coś przećwiczyć, zdobyć jakieś umiejętności, w tej chwili zaspokaja potrzeby na polskim rynku. 

A teraz pytanie odnośnie Twojej prezentacji: czy można projektować etycznie w późnym kapitalizmie?

No więc na pewno tak. Co więcej wydaje mi się, że większość projektów, które realizujemy w Polsce, to jest projektowanie w jakimś sensie etyczne. Tzn. częściej rozwijamy tutaj produkty, w przypadku których nie występuje pokusa wywierania wpływu na użytkownika, choć ja sam na swojej drodze zawodowej wielokrotnie spotykałem się z różnymi naciskami albo z prezentowaniem jako właściwych wzorców, na których moglibyśmy bazować, właśnie serwisów, które słyną z tego, że wykorzystują cały arsenał niekoniecznie etycznych zabiegów. Natomiast to, co wydaje mi się istotne to, żebyśmy właśnie nie zamykali się w naszym polskim spojrzeniu, mówiąc sobie, że jeżeli u nas wszystko jest w porządku to wszędzie jest w porządku. Dlatego, że nawet jeżeli coś projektujemy to jesteśmy projektami po tej stronie tylko jednego produktu, interfejsu, natomiast użytkownikami czy podmiotami manipulacji dokonywanych przez niektóre przedsiębiorstwa jesteśmy w przypadku wszystkich innych produktów i interfejsów. Dlatego nasza uwaga, nasz tytuł do wypowiadania się zgodnie z wiedzą jaką posiadamy jest unikalny i powinien być wykorzystywany do tego, żebyśmy zaczęli wywierać pewne naciski na ustawodawców i postarali się przynajmniej rozpocząć dyskusję, co w produktach cyfrowych powinno być dozwolone a co wręcz przeciwnie.

O wejściu w UX z programowania i różnicach między tymi dziedzinami. Wywiad z Łukaszem Wakułą na UX Poland.

Konferencja UX Poland odbyła się w październiku i już za tydzień przeczytacie relację z tego wydarzenia. Tymczasem mamy coś specjalnego. Podczas prelekcji poprosiliśmy dwóch prelegentów – Łukasza i Kordiana Klechę o odpowiedzenie na parę pytań odnośnie projektowania, przyszłości i codziennej pracy.

Łukasz jest Senior UX Designerem w Hycom, a na UX Poland razem z Łucyną Dziewą opowiadali na temat tworzenia serwisu do zamawiania produktów marki Śnieżka. Łukasz nie zaczął swojej ścieżki od projektowania – przeszedł z front-endu. Poniżej zobaczycie i przeczytacie audiodeskrypcję wywiadu.

Wywiady z prelegentami przeprowadził Sebastian Jagła z redakcji magazynu.

Audiodeskrypcja

Wasza praca musi być bardzo ciekawa. Od Śnieżki, o której dzisiaj mówiłeś przechodzicie na pracę z wielkimi telecomami. Mógłbyś nam coś o tym opowiedzieć?

Tak, mamy taką przyjemność w Hycomie, że mamy bardzo dużą różnorodność projektów. Zdarzają się projekty malutkie takie jak np. zaprojektowanie interfejsu dla łazika na Marsie, po duże telecomy takie jak Orange czy T-mobile. Jest to dość ciekawe, ponieważ można zahaczyć o wiele różnych obszarów i nauczyć się fajnych rzeczy, ale również mamy w Hycomie bardzo fajną rzecz, która nazywa się Innowacje. To jest takie przedsięwzięcie, gdzie każdy z pracowników może zgłosić swój pomysł czy projekt, który chciałby zrealizować. Zarząd tych Innowacji decyduje, czy ten pomysł jest w porządku czy nie, czy możemy coś z tym zrobić, jakoś go rozwinąć wewnątrz firmy. Zostaje podjęta decyzja, następnie te projekty są wyłaniane i można w przeciągu tygodnia w czasie pracy zebrać zespół i wspólnie pracować tylko i wyłącznie nad tym pomysłem, który się wymyśliło lub też ktoś wymyślił i do niego dołączamy do zespołu. Na końcu jest konkurs, gdzie cała firma może głosować na najlepszy, najciekawszy dla nich projekt i te Innowację można wygrać.

Czyli jest całkiem elastycznie, jeśli chodzi o projekty?

Tak. I różnorodnie.

Ok. A dziś właściwie opowiadaliście o tym, że w Hycom przechodzicie co raz bardziej ze skupiania się na samym UX na skupianie się także na customer experience. Czy to wprowadza duże zmiany w tym jak pracujecie? 

Zdecydowanie tak. Nakład pracy, który też jest wykonywany w obszarze CX-owym jest bardzo duży i zupełnie nie chcemy tego niwelować w żaden sposób. A najbardziej, jako UX-owcy czy nawet część programistów i konsultantów, być już jak najwcześniej zaangażowanym w tym etapie wcześniejszym, żeby mieć wspólnie całą wizję, co chcemy wspólnie dostarczyć my jako Hycome dla naszego klienta, ale też i to, co klient chciałby dostarczać dla swojego końcowego użytkownika.

A powiedz mi, studiowałeś informatykę, później byłeś web developerem i teraz właśnie w Hycom jesteś Senior UXem. Teraz przechodzicie jeszcze na Customer Experience. Czy masz może w głowie pewne różnice pomiędzy tym, na czym skupia się web deweloper a tym, na czym skupia się projektant doświadczeń?

Tak. Myślę, że developerów można czasem podzielić na dwie grupy: takich, który lubią robić to, co robią i robią to bardzo dobrze, bardzo skutecznie i bardzo szybko, ale też na takich, którzy chcą wciąż się rozwijać i uczyć bardzo ciekawych rzeczy, i robić coś, co możliwe, że nawet tego nie potrafią. W zależności na kogo trafisz w zespole, tak też są różne trudności czy łatwości. Natomiast teraz tak jak wiemy UX-owcy chcą rozwiązać problemy, ale często są one spowalniane poprzez technologię i różnica jest też taka, że oni są strażnikami tego, co można rzeczywiście zrobić. My możemy wymyślić coś niesamowitego, coś rewolucyjnego, innowacyjnego, ale technicznie to może nie da się w ogóle tego zrobić. I fajnie jak się trafia na osobę, która chce się trochę bardziej otworzyć, czyli jeśli chodzi o programistę, i spróbować czegoś nowego. Czasem takie osoby się zdarzają. Im częściej tym ciekawiej można wspólnie realizować projekty.

To pewnie będzie ten główny zgrzyt pomiędzy zespołami UXu a web developerami, czy w ogóle developerami, że możliwości a chęci, prawda?

Tak, prawda. Natomiast jeśli dostrzeżemy wartość w developerach, a jest ogromna wartość w developerach, ponieważ oni faktycznie realizują te rzeczy, które my wymyślamy czy projektujemy i zaangażujemy ich jak najwcześniej w tym całym procesie projektowania czy nawet zbierania informacji, to oni też czują się nie jako osoby, które otrzymują coś i „weź no mi coś zakoduj”, tylko jako osoby, które biorą duży udział w tym jak to może naprawdę finalnie wyglądać i oni wtedy też trochę się czują jak projektanci. I to jest fajne, bo mają rzeczywiście wpływ na to jak to będzie wyglądało i oni – developerzy podnoszą swoje kwalifikacje, czy rozumienie tego na czym działa cały UX, jak rozwiązujemy te problemy, ale my jako projektanci dowiadujemy się o wiele więcej: jak technologia działa i czego możemy lub też nie możemy, co tez jest ogromną inwestycją na przyszłość.

Czyli biorąc jeszcze pod uwagę to, co mówiłeś wcześniej o Customer Experience, to tak naprawdę większość zespołu powinna być zaangażowana jak najwcześniej, żeby można było to wszystko wspólnie dopracować?

Tak, prawda. Oczywiście nie zawsze jest to finansowo możliwe, żeby każda osoba z zespołu brała udział, natomiast takie cykliczne spotkania w zespołach mieszanych i informowanie ich co się dzieje, na jakim jesteśmy etapie, jakie mamy informacje, są mega skuteczne. I to, jak wspomniałem, angażowanie osób, które potem realizują za kilka miesięcy, za miesiąc lub za dwa ten projekt, na wczesnym etapie jest mega super, bo on ich angażuje i oni sobie myślą „dobra, już wiem tyle i wiem, dlaczego coś mam dostarczyć w taki sposób a nie inny”.

Czyli to pomoże nie tylko w projektowaniu produktu, ale też w prowadzeniu zespołu?

Dokładnie tak. Wszyscy wtedy wsiadają na jeden pociąg na jednych torach, siedzą i kumają co można zrobić, czego nie można, czemu w ogóle musimy tak pracować czy też nie. Jeden z takich przyjemniejszych sukcesów mieliśmy jak robiliśmy rebranding NewMobile, gdzie wspólnie z developerami i z ekipą z New oraz z naszymi konsultantami tworzyliśmy cały ten produkt.  Wiedzieliśmy co możemy zrobić a co nie, ponieważ mieliśmy osoby od technologii bardzo blisko nas i oni nas albo spowalniali albo nam umożliwiali jakieś rzeczy, więc nie byliśmy wtedy w stanie wystosować jakiś niesamowitych oczekiwań, których koniec końców nie moglibyśmy zrealizować. A w taki sposób, kiedy pracujemy wspólnie, możemy powiedzieć „zrobimy to w taki sposób” i to rzeczywiście tak jak wcześniej wymyśliliśmy, to tak to dostarczyliśmy. Większość osób, która brała udział w tym projekcie u nas wewnętrznie w Hycome i również w New, jak słyszy ten projekt to ma uśmiech na twarzy, ponieważ on naprawdę przyniósł wiele radości, bo mieliśmy ogromną radość wspólnego tworzenia.

A powiedz mi, często słyszy się pytania, czy może stwierdzenia o tym, że projektant doświadczeń powinien lub nie powinien umieć kodować. Czy masz coś do dorzucenia w tym temacie?

Kodowanie nie jest fajne w większości, jest to żmudna praca, siedzenia non stop przy kompie i wpisywanie tego kodu. Ale ja np. nigdy nie lubiłem kodować programów komputerowych, które pisały się w konsolach, w masie linijek kodu, siedziało się tam przez półtorej godziny i na koniec konsola wypluwa Ci 3 albo 4, a Ty piszesz tam te pętle i inne rzeczy. Zawsze lubiłem robić rzeczy wizualne, które od razu było widać. Czy projektanci powinni umieć programować? Nie jest to mus i widzimy to teraz, natomiast jest to ogromna wartość, ponieważ przy projektowaniu musisz myśleć, jak to zostanie zakodowane. Musisz mieć jakiś background, żeby wiedzieć, czy ja mogę to postawić tu czy tam czy tutaj. Same zasady RWD wynikają z technologii i żeby je zgłębić to wychodzi potem na to, że jak sam kodujesz to mega łatwo będzie Ci zrozumieć, czemu tak to musi później wyglądać.

I czujesz, że rzeczywiście Twoje umiejętności w programowaniu teraz dają Ci jakieś zalety w pracy albo po prostu łatwość komunikacji z zespołem?

Zdecydowanie tak i nie chcąc się chwalić, ale jednak ta wiedza przybliża mnie bardziej do developerów, ponieważ znajdujemy wspólny język. Również jest mi łatwo oszacować, co możemy zrealizować w ramach projektu, co możemy zaprojektować albo jak problem rozwiązać, wiedząc na jakiej technologii w ogóle będziemy opierać to rozwiązanie.

A czy miałbyś jakąś poradę dla osoby, która chciałaby dokonać tego skoku z projektowania do programowania czy z programowania do projektowania, tak jak Ty zrobiłeś?

Tak, żeby spróbowali. Jest masa kursów na necie, to naprawdę może nic nie kosztować, a może być ogromną inwestycją na przyszłość i w samego siebie. Może to komuś się mega spodobać. Ja uwielbiam kodować front-endy, naprawdę to lubię, kilka fajnych projektów też udało mi się zrealizować – bardzo ciekawych, nietypowych. Może ktoś odnajdzie po prostu kolejną pasję w swoim życiu i będzie to też w stanie realizować. A jak nie, to chociaż będzie wiedział, jak rozmawiać z programistami – w sensie to nie jest inny język, ale łatwiej jest zrozumieć, czemu on właśnie w taki sposób myśli, bo jak już siedzi się w tym miejscu to już można zrozumieć, czemu on ma takie zrozumienie czy podejście.

Rozumiem. A czy jest może coś, co Ty zrobiłbyś inaczej dokonując swojego skoku?

Nie wiem, chyba nie. Człowiek uczy się przez całe życie i na błędach. Myślę, że  w porządku póki co.

To świetnie. Mam nadzieję, że tak jak z resztą mówiłeś, nigdy nie pożałujesz tego skoku i dziękuję Ci za rozmowę.

Tak. Dzięki również.